 |
Shelby Steele (w środku) przedstawia swój punkt widzenia nt. stosunków rasowych w Ameryce. Attache prasowy John Matel (z lewej) wystąpił jako moderator spotkania.
|
Gdyby zapytać Shelby’ego Steele’a o rasizm w Ameryce, odpowiedź byłaby zaskakująca: „Rasizm w Ameryce przestał być znaczącym problemem. Nie stanowi już przeszkody dla awansu czarnoskórych mieszkańców i innych mniejszości. Po prostu nie występuje. Owszem, jest wiele innych barier, ale rasizm należy do przeszłości. Poszliśmy chyba dalej niż inne społeczności w likwidacji rasizmu jako źródła ucisku”. W ramach Black History Month (Miesiąc Historii Czarnoskórych Mieszkańców Ameryki) ambasada USA zaprosiła Shelby’ego Steele’a do wygłoszenia serii wykładów w Warszawie i Krakowie w dn. 17-21 lutego. Główną myśl pisarza można streścić następująco: Stany Zjednoczone stanowią jedno z najbardziej otwartych społeczeństw w historii dla ludzi wszystkich ras. Zdaniem Steele’a Ameryka posiadła umiejętność dokonywania moralnej samooceny: zmierzenie się z przeszłością pomaga w podejmowaniu właściwych działań dla naprawy dawnej niesprawiedliwości. Jak sam mówi, jego pogląd podważa tezy „oficjalnej Ameryki” na temat rasy, ale społeczeństwo jest w dużej mierze otwarte na próbę nowego spojrzenia na stosunki rasowe.
Jak zauważa, ruch na rzecz praw obywatelskich pod kierunkiem Martina Luthera Kinga odnosił się do praw i obowiązków jednostki. Pozostawał w zgodzie z amerykańską tradycją postrzegania jednostki, wolności i uczciwości – i to zadecydowało o jego powodzeniu. Niestety, pod koniec lat 60-tych ruch ten zaczął zmieniać swój charakter. Zamiast działać na rzecz poprawy bytu i większej konkurencyjności czarnoskórych obywateli z myślą o zapewnieniu należnego im miejsca w społeczeństwie, ruch ten skupiał się na żądaniach czarnoskórych obywateli i na dyskusjach o winie białych.
Steele utrzymuje, że obu grupom łatwiej było przystać na żadania preferencyjnego traktowania i praw grupowych, niż podjąć próbę zmierzenia się z trudnym zadaniem stworzenia jednostkom możliwości rozwoju. Jego zdaniem społeczeństwo obniżyło oczekiwania w stosunku do czarnoskórych obywateli i w stosowaniu „preferencji rasowych” widziało środek wyrównawczy. Miało to szkodliwy wpływ w tym sensie, że nie przyczyniało się znacząco do budowy ogólnego dobrobytu, natomiast umacniało samodestrukcyjną tożsamość grupową czarnoskórej społeczności i powiększało smutną statystykę, na którą składa się wysoka liczba pozamałżeńskich dzieci, stopień biedy, procent uczniów porzucających szkołę i liczba przestępstw.
„Myślę, że jeśli rząd chce walczyć z biedą w Ameryce, to musi uczciwie powiedzieć ludziom, że powinni stawać się bardziej odpowiedzialni. Odpowiedzialność jest siłą sama w sobie. Człowiek patrzący na życie w sposób odpowiedzialny ma większe szanse na wyzwolenie się z biedy, zdobycie wykształcenia, utrzymanie jedności rodziny; ma wpływ na lepsze funkcjowanie instytucji w swoim otoczeniu, itp. Wszystko to ostatecznie może pomóc w likwidacji biedy.
Dla przełamania niekorzystnych wzorców należy zdać sobie sprawę, że mieszkanie komunalne czy preferencyjne traktowanie nie rozwiążą problemów rasowych. Rasizm nie jest już hamulcem ograniczającym rozwój osoby. Problemem jest za to związana z tym mentalność. Żeby przezwyciężyć te naleciałości, jednostki muszą podejmować decyzje na temat fundamentalnych kwestii, takich jak wychowywanie dzieci czy zdobywanie wykształcenia.
Końcowe wnioski: bez względu na kolor skóry mieszkańcy Ameryki są Amerykanami i kierują się w dużej mierze tymi samymi wartościami. Wspólnie mogą wypracować lepszą przyszłość. „Mamy wspólną podstawę, wspólny język wartości, na którym możemy budować przyszłość. Kiedy się od nich oddalamy, co dzieje się zbyt często, wystarczy je przypomnieć. One stanowią wspólny potencjał, do którego zawsze możemy wrócić. I w tym właśnie upatruję nadzieję”.
|