jump over navigation bar
Embassy SealUS Department of State
Ambasada Stanów Zjednoczonych Ameryki to Warszawa, Polska - Home flag graphic
O Ambasadzie
 
  O Ambasadzie Ambasador Zastępca Szefa Misji Amerykańscy eksperci w Polsce Programy Ambasady Komunikaty Prasowe Wydarzenia w Ambasadzie Wydarzenia w Ambasadzie 2008 Wydarzenia w Ambasadzie 2007 Wydarzenia w Ambasadzie 2006 Wydarzenia w Ambasadzie 2005 Wydarzenia w Ambasadzie 2004 Wydarzenia w Ambasadzie 2003 Wydarzenia w Ambasadzie 2002 Wydarzenia kulturalne Oficjalne Przemówienia

Wydarzenia 2004

Rozmowa z dr. George’em H. Atkinsonem, doradcą sekretarza stanu ds. nauki i technologii

9 września 2004


Dr. George Atkinson

W jakim celu utworzono stanowisko doradcy ds. nauki i technologii w Departamencie Stanu?

Ponieważ amerykańskie środowiska naukowe, zwłaszcza związane z Akademią Narodową, wyrażały troskę o to, czy w dyskusji o polityce zagranicznej bierze się pod uwagę zdrowo pojmowaną naukę. Polityka zagraniczna była w coraz większym stopniu zdominowana przez technologię.

Jeżeli spojrzymy na szeroki zakres zagadnień – od energetyki przez choroby zakaźne po genetycznie modyfikowane organizmy – właśnie te kwestie oddziaływują na społeczeństwo. Można nawet powiedzieć, że wielu współczesnych naukowców jest kształtowanych pod wpływem dostępnej im technologii. Było więc rzeczą całkiem naturalną zwrócić uwagę na potrzebę wzmocnienia roli nauki.

Przez wiele lat, chyba od końca lat 80. przez niemal całe następne dziesięciolecie, kwestia ta była pomniejszana; do rzadkości należeli naukowcy mający jakiś udział w polityce zagranicznej. W tym samym czasie tempo postępu naukowo-technicznego uległo przyspieszeniu, w jeszcze większym stopniu rosło oddziaływanie na społeczność międzynarodową. Wiedza społeczeństwa o nauce rosła jeszcze szybciej – chociaż nie zawsze pochodziła z najlepiej poinformowanych źródeł. Mieliśmy więc nagromadzenie wielu problemów.

Jakie zadania stoją przed doradcą ds. nauki i technologii?

Jakie zadania? Chodzi o trzy obszary działań.

Pierwsze to zwiększenie roli nauki w Departamencie Stanu. To oznacza większą liczbę naukowców związanych krótkoterminowo z Departamentem Stanu. Stworzyłem Program Naukowy im. Jeffersona – właśnie niedawno został uruchomiony. To zupełnie nowe relacje ze środowiskiem ekonomicznym w Stanach Zjednoczonych. W ramach programu amerykańscy naukowcy przychodzą na rok do Departamentu Stanu, po powrocie zaś do gospodarki przez pięć lat służą Departamentowi radą i konsultacjami. Nie chodzi zatem o próbę zmiany kariery zawodowej danej osoby, ale o pozyskanie doradcy.

Jak wiadomo, mamy również program stażowy. Prowadzimy rozległy program rekrutacji osób ze środowiska naukowego do pracy w służbie dyplomatycznej. A więc punkt pierwszy to zwiększenie roli nauki.

Punkt drugi: pomoc w rozwiązywaniu niektórych kwestii dotyczących nauki, zwłaszcza w zakresie programu ITER [międzynarodowy program pozyskiwania energii rozszczepialnej do celów pokojowych], oraz kwestii wizowych – chodzi o zapewnienie Stanom Zjednoczonym maksymalnego poziomu bezpieczeństwa przy jednoczesnym zapewnieniu otwartości dla środowiska naukowego.

Stany Zjednoczone są w dużym stopniu zależne od obcokrajowców. Ponad 40% absolwentów szkół naukowych i inżynieryjnych w Stanach Zjednoczonych pochodzi spoza Ameryki. W sektorze inżynieryjnym liczba ta przekracza 80%. Tak więc w realiach XXI wieku nasz program zależy w dużym stopniu od udziału osób z innych krajów. Ma to, oczywiście, swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w historii. Od dwustu a może i więcej lat nauka ma charakter międzynarodowy. Stany Zjednoczone są chyba tego najlepszym przykładem ze swoim otwartym systemem, który przyciąga naukowców. Powiedzieć, że jest to system w pełni amerykański świadczyłoby o jego niezrozumieniu. Być może system jest amerykański, ale jego uczestnicy pochodzą z różnych krajów. Tak więc dużym problemem są dla nas wizy.

Trzeci obszar działań to zmiana sposobu myślenia – z postawy reagowania na przewidywanie i wyprzedzanie wydarzeń. To oznacza doradzanie bezpośrednio sekretarzowi stanu – a więc nie tylko urzędnikom, ale bezpośrednio sekretarzowi. Spotkałem się z nim nie dalej jak tydzień temu.

W tej dziedzinie, którą nazywam nauką „wschodzącą” bądź „na horyzoncie”, staramy się określić możliwości i zagrożenia. Jakie możliwości daje nam postęp naukowy? Jakie są potencjalne plusy i minusy? To bardzo skomplikowane kwestie.

W czasie pobytu w Polsce rozmawia pan głównie z przedstawicielami środowisk akademickich czy z rządem – bądź też może z oboma środowiskami – by dowiedzieć się, jaki jest stan nauki w Polsce?

Po trosze i to, i to. Wczoraj byłem w Krakowie i zostałem poproszony o wystąpienie na Europejskiej Konferencji Spektroskopii Molekularnej. Występowałem więc w roli naukowca. Jestem nadal aktywnym członkiem kadry naukowej University of Arizona. Dziś z kolei rozmawiałem z dwoma przedstawicielami polskiego rządu.

Myślę, że zawsze będzie można wykorzystać nadarzające się możliwości, by działać na rzecz wspólnych interesów krajów takich jak Polska i Stany Zjednoczone. Które obszary się pokrywają? Gdzie występują możliwości dające obopólne korzyści? Poniekąd jest to już określone, bo świat naukowy działa w sposób międzynarodowy.

Przez wiele lat naszej współpracy spotykałem polskich naukowców po studiach doktoranckich. Byłem już wcześniej w Polsce – w latach 80. Trzeba zacząć właśnie od środowiska naukowego. Nie określają go umowy o współpracy naukowej i technologicznej; umowy mogą być pomocne, ale do nich rzecz cała się nie ogranicza.

Myślę, że rozmowy z ministrem ds. nauki i techniki podczas lunchu ukazały w sposób owocny interesy Polski na tle interesów Stanów Zjednoczonych i zarazem obszary, gdzie interesy te się pokrywają.

Bardziej kontrowersyjne jest stwierdzenie, że znalezienie obszarów zazębiania się interesów jest w najlepszym interesie Stanów Zjednoczonych. Nie jest to z naszej strony wyraz wspaniałomyślności. W naszym własnym interesie jest określanie takich wspólnych obszarów i działanie na rzecz ich rozwoju.

Polska nauka zapisała się wspaniałą kartą – wystarczy wspomnieć Marię Curie-Skłodowską. Niedawno drugi raz w życiu oglądałem miejsca związane z Kopernikiem w Krakowie. Należy to bardzo mocno podkreślić: wybitne osiągnięcia krajów takich jak Polska wpisują się niezwykle wysoko na skali możliwości, z jakich Stany Zjednoczone skorzystały w XX wieku. To tak jak z tą znaną opowieścią o Galileuszu, który stoi na barkach olbrzymów – Kopernika i innych. Potomkowie tamtych naukowców kształtują dzień dzisiejszy.

Pozycja Stanów Zjednoczonych w świecie – myślę, że słusznie – jest w dużym stopniu pochodną postępu technicznego, który się dokonuje w Ameryce. Jak do tego doszło? Ponieważ jesteśmy społeczeństwem bardzo otwartym, przyjaznym i wychodzącym naprzeciw. Chcemy to rozciągnąć również na wiek XXI. Występują nowe mechanizmy, nowe sposoby podejścia. Amerykańsko-polskie stosunki opierają się na tych przesłankach, przynajmniej w dziedzinie nauki i technologii.

Wiemy, że nasze społeczeństwa mogą sobie zaoferować obopólne korzyści. Zadaniem rządu jest określenie wspólnych obszarów zainteresowań a następnie podjęcie stosownych działań. Obecny klimat jest niesłychanie sprzyjający. Mamy wszelkie powody do optymizmu. Wątpię, by był to proces łatwy, ale na pewno stanie się faktem.

Dziękujemy za rozmowę.



Do góry ^

Page Tools:

 Print this article



 
 

   Strona zarządzana przez Departament Stanu USA.
   Zamieszczenie odsyłaczy zewnętrznych prowadzących do innych stron nie oznacza akceptacji wyrażanych tam poglądów ani zasad dotyczących ochrony prywatności.


Ambasada Stanów Zjednoczonych Ameryki