Sekretarze Rice i Gates o amerykańskiej strategii obrony antyrakietowej
30 kwietnia 2007
![]() |
W wydaniu Rzeczpospolitej z dn. 28/29 kwietnia ukazał się artykuł poświęcony amerykańskiej strategii obrony antyrakietowej autorstwa sekretarz stanu Condoleezzy Rice i sekretarza obrony Roberta Gatesa. „Naszym celem jest stworzenie systemów zdolnych chronić nie tylko Stany Zjednoczone i naszych żołnierzy, ale także przyjaciół i sojuszników, w tym społeczność transatlantycką.... Stoimy w obliczu realnego zagrożenia, które dotyczy na wszystkich – Ameryka zaś zaproponowała praktyczne rozwiązanie. Przede wszystkim Europa, świadoma swej najnowszej historii, powinna wiedzieć, że współpracę należy podjąć od zaraz, a nie dopiero wtedy, gdy niebezpieczeństwo przybierze na sile”.
Sekretarze Rice i Gates o amerykańskiej strategii obrony antyrakietowej
Artykuł sekretarz stanu Condoleezzy Rice i sekretarza obrony Roberta Gatesa poświęcony amerykańskiej strategii obrony antyrakietowej ukazał się w Rzeczpospolitej z dn. 28 kwietnia
Zachód potrzebuje skutecznego systemu obrony
Condoleezza Rice, Robert Gates
Niemal osiemnaście lat po upadku muru berlińskiego możemy z zadowoleniem stwierdzić, że jedna zimna wojna z Moskwą w zupełności wystarcza. Choć nadal dzielą nas różnice, Rosja i Ameryka nie są przeciwnikami. Przed społecznością transatlantycką i Rosją stoją podobne wyzwania, do najgroźniejszych zaś należy perspektywa użycia przez nieobliczalnego przywódcę rakiet balistycznych uzbrojonych w głowice nuklearne czy inną broń masowej zagłady, które mogłyby posłużyć do uczynienia z naszych narodów zakładników – lub dużo gorzej. Jest to wyzwanie nader realne.
Pomimo podejmowanych przez nas starań oraz znaczących sukcesów – czego przykładem Libia oraz rozbicie siatki Abdula Khana – broń masowej zagłady oraz środki jej przenoszenia są nadal rozprzestrzeniane. Mamy nieskrywaną nadzieję, że trwające zabiegi dyplomatyczne przyczynią się do usunięcia zagrożeń ze strony Korei Północnej, Iranu i innych krajów. Osiągnęliśmy pewien postęp w rozmowach z Phenianem. Prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad nadal sprzeciwia się społeczności międzynarodowej, ale występują pewne oznaki dowodzące, że Iran zaczął odczuwać ciężar nacisków dyplomatycznych.
Nie mamy jednakże gwarancji, że podejmowane zabiegi zakończą się powodzeniem – a przecież na rządach właśnie spoczywa zadanie obrony obywateli. Zimnowojenna doktryna „wzajemnego gwarantowanego zniszczenia” nie ma w dzisiejszych uwarunkowaniach strategicznych wielkiego sensu (jeżeli kiedykolwiek było inaczej). Dążymy dziś do zapewnienia bezpieczeństwa opartego na podstawach pewniejszych niż ponura przesłanka, że jesteśmy w stanie zniszczyć kogokolwiek, kto będzie starał się nam zadać niszczący cios. Należy zdać sobie jasno sprawę, że zagrożenie rakietowe ze strony Iranu jest realne i coraz większe – i zagraża nie tylko Stanom Zjednoczonym, ale również Europie i Rosji.
Właśnie mając na względzie nowe realia, rozwijamy i rozmieszczamy ograniczone systemy obrony antyrakietowej. Naszym celem jest stworzenie systemów zdolnych chronić nie tylko Stany Zjednoczone i naszych żołnierzy, ale także przyjaciół i sojuszników, w tym społeczność transatlantycką.
Mówimy o społeczności transatlantyckiej, ponieważ odczuliśmy w bolesny sposób, że nasze bezpieczeństwo jest niepodzielne – jeżeli nasi sojusznicy nie są bezpieczni, również Ameryka nie może czuć się bezpieczna. Ameryka nie może „zacząć działać na własną rękę”. Dla zapewnienia wspólnego bezpieczeństwa musimy mieć gotowe systemy obrony, zanim zagrożenie w pełni się objawi.
Z tą myślą zwróciliśmy się do niektórych sojuszników z propozycją rozmieszczenia elementów ograniczonej obrony antyrakietowej: chodzi o 10 pocisków przechwytujących w Polsce i instalację radarową w Republice Czeskiej. Naszą strategią jest wzmocnienie zdolności wykrywania ataku rakietowego i obrony przed nim, tym samym więc powstrzymanie takiego ataku. Obrona antyrakietowa jest dzisiaj częścią mechanizmu odstraszania i zarazem umacniania stabilności – czego dowód widzieliśmy latem ubiegłego roku, kiedy pierwszy raz aktywowaliśmy nasz system w odpowiedzi na prowadzone w Korei Północnej przygotowania do testów rakietowych.
W tym przypadku system obrony antyrakietowej dawał przywódcom Ameryki możliwość rozważenia szerokiego wachlarza bardziej elastycznych opcji w odpowiedzi na potencjalny atak. Ponadto skuteczne systemy obronne zniechęcają kraje dążące do wejścia w posiadanie pocisków – z tej prostej przyczyny, że podważają ich skuteczność militarną, co z kolei umacnia nasze starania na rzecz nierozprzestrzeniania broni masowej zagłady. Podczas gdy Stany Zjednoczone mogą ochronić swoje terytorium bez potrzeby rozbudowy systemu, rozmieszczenie nowych elementów zapewni ochronę większej części Europy, zarazem zwiększając bezpieczeństwo Ameryki.
System, o którym mowa potwierdził swoją skuteczność. Przebyliśmy długą drogę od pierwszych programów i testów podejmowanych w latach 80. i 90. Na 34 próby przeprowadzone od 2001 roku 26 zakończyło się przechwyceniem i zestrzeleniem pocisku. A na przestrzeni ostatnich dwóch lat 15 na 16 testów lotu zakończyło się pełnym sukcesem. Mówimy o praktycznym rozwiązaniu na miarę XXI wieku, które jest odpowiedzią na stojące przed nami wszystkimi nowe zagrożenie.
Rozważany system ma ograniczony charakter, a wchodzące w jego skład pociski nie są wyposażone w głowice bojowe. Jest skierowany przeciwko potencjalnemu przeciwnikowi, który dysponując niewielkim arsenałem próbowałby szantażować nasze narody, siać chaos i osłabiać naszą wspólną wolę działania.
Rozwój tego rodzaju ograniczonego systemu wynika z realizmu. Krytycy takiego podejścia również powinni być realistami: system jest bezużyteczny wobec ogromnego arsenału broni nuklearnej i pocisków balistycznych, takich jak ten będący w posiadaniu Rosji.
Mówienie o nowym „wyścigu zbrojeń” z Rosją jest anachronizmem i nie ma oparcia w rzeczywistości: na mocy Traktatu Moskiewskiego Ameryka i Rosja redukują liczbę posiadanych głowic nuklearnych do poziomu niespotykanego od dziesięcioleci.
Kwestie bezpieczeństwa powinny – a nawet muszą – być omawiane na zasadzie wspólnych, wielostronnych rozmów. Stąd też na przestrzeni ostatnich kilku lat Stany Zjednoczone konsultują swoje plany z Rosją i NATO, wliczając w to rozmowy w Moskwie i w ramach NATO, jak choćby ostatnie spotkanie Rady NATO-Rosja z dn. 19 kwietnia. Od siedmiu lat NATO i Rosja współpracują praktycznie w zakresie obrony antyrakietowej teatru działań. Mamy nadzieję na dalszą poszerzoną współpracę tak w ramach NATO, jak i z Rosją.
Prezydent Bush potwierdził wobec prezydenta Putina chęć współpracy z Rosją w zakresie obrony antyrakietowej. 17 kwietnia w Moskwie amerykańska delegacja przedstawiła nowe propozycje potencjalnego partnerstwa z Rosją w tym zakresie. Oboje niżej podpisani podczas wizyt w Moskwie prowadzić będą dalsze rozmowy i konsultacje z Rosjanami.
Co więcej, Stany Zjednoczone gotowe są współpracować z Rosją nad budową tak potrzebnego systemu obrony. Jesteśmy gotowi wyjść poza fazę konsultacji na tyle daleko, by zaproponować rządowi Rosji przyłączenie się do systemu. Z naszymi partnerami w Moskwie będziemy oboje rozmawiać o sposobach dzielenia się tą technologią. Także i Rosja narażona jest bowiem na atak bronią masowej zagłady.
Wspólna obrona jest dla nas zadaniem zbyt ważnym, by miało ono paść ofiarą taktyki zastraszania, haseł wygrzebywanych z przeszłości czy prób wbijania klina. NATO ma do odegrania swoją rolę w dziedzinie obrony antyrakietowej. Podobnie jak dwustronne uzgodnienia między Ameryką a naszymi sprzymierzeńcami oraz, być może, z Rosją.
Stoimy w obliczu realnego zagrożenia, które dotyczy na wszystkich – Ameryka zaś zaproponowała praktyczne rozwiązanie. Przede wszystkim Europa, świadoma swej najnowszej historii, powinna wiedzieć, że współpracę należy podjąć od zaraz, a nie dopiero wtedy, gdy niebezpieczeństwo przybierze na sile.



